Jestem zwyczajnym chłopakiem. Nie wyróżniam się z tłumu. Nie mam przyjaciół. Jestem jak zagubiony cień, którego nikt nie potrzebuje. A raczej byłem. Przeklęta szafa. Gdyby nie ona mama o niczym by nie wiedziała. Wiodłem spokojne, a raczej nudne życie. Dni mijały i mijały, aż nadeszły wakacje. Jak co roku jechałem na obóz. Wszystko miało być tak jak zwykle, ale nie. Mamie zachciało się przemeblowań. Całe mieszkanie zmieniła tak, że ledwo poznałem, że to nadal nasze mieszkanie. A mój pokój... Ledwo zniosłem to co ona z nim zrobiła, ale akurat to nie jest najważniejsze. Szafa. Moja szafa. Szafa w której trzymałem wszystkie rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Moje rysunki. Moje opowiadania. Moje zdjęcia. Moje pamiętniki. Wszystko. I mama to wszystko widziała. Ten fakt przeraża mnie najbardziej. To właśnie on zmienił całe moje życie. Gdyby się nie dowiedziała nie byłoby mnie tu. Ale mama nie byłaby moją mamą gdyby nie zajrzałaby do chociaż jednego pudełka. A było ich tam wiele. Małe kuferki, każdy podpisany inaczej. W każdym inna tajemnica. Niektóre po prostu dawały do myślenia albo były śmieszne. Ale nie ten, który wzięła mama. On należał do zakazanej piątki pudełek z mojej szafy. A jakby tego było mało, to właśnie ten kuferek był najgorszy. Nazywałem go CROAT. W nim były moje najgorsze, najmroczniejsze i najstraszniejsze myśli. W małym kuferku były głównie rysunki, opowiadania i kilka kartek z pamiętnika. Najgorsze były obrazki. Zawsze rysowałem wszystko dokładnie z najmniejszym szczegółami. Najdrobniejszymi. To najbardziej przeraziło mamę. Nie wiem dlaczego, ale rysowałem martwe zwierzęta. Tak. Martwe zwierzęta, ale nie takie, które zmarły śmiercią naturalną. Zmaltretowane zwierzęta. Sam bałem się tych rysunków. Był jakiś impuls, który kazał mi je rysować. Później od razu je chowałem. Nie miałem pojęcia dlaczego to robiłem. O niczym nie miałem pojęcia. A one je wyciągnęła. Widziała wszystkie. Przeraziło ją to. Mnie także. Tamten powrót z obozu był najgorszym dniem w moim życiu. Mama czekała na mnie w samochodzie. Nie tak jak zawsze na przystanku. Dopóki nie wsiadłem do auta nie wiedziałem, że coś się dzieje. Dopiero gdy mama powitała mnie tylko oschłym „Cześć” zrozumiałem, że coś jest nie tak. Byłem podniecony obozem, bo tamtego roku był naprawdę udany. Mówiłem jak opętany, ale mama zachowywała się tak jak gdyby w ogóle mnie nie słyszała. Przez to straciłem cały entuzjazm. Później rozmawialiśmy dopiero w domu przy obiedzie. I to na temat, którego nigdy bym się nie spodziewał. „Czy uważasz, ze jesteś normalny?” To pytanie mnie zaskoczyło. Tym bardziej usłyszane od własnej matki. „Nie wiem” Odpowiedziałem. A ta oznajmiła mi, że następnego dnia mam umówioną wizytę u psychologa. Wtedy nie rozumiałem o co jej chodzi. Chciałem się dowiedzieć, ale mama nic nie powiedziała. Za to kiedy wszedłem do pokoju... To był szok. Wszystkie zawartości moich kuferków były porozrzucane. Ne było tylko jednego - Croat'a. On był u psychologa. Później znalazł się u psychiatry. Tu zaczyna kończyć się moja historia. Psycholog. Psychiatra. Szpital dla psychicznie chorych. Zgadza się. Utknąłem na ostatnim. Piszę teraz ze szpitala. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek coś napiszę lub narysuję. Nie wiem co się dalej ze mną stanie. Jak zwykle o niczym nie wiem i o niczym nie mam pojęcia. Chodź czasem mam wrażenie, że może to i lepiej..
Napisałam to w nocy z 4 na 5 listopada, czyli dość niedawno. Nie jest nadzwyczajne, ale najgorsze chyba też nie. Ogólnie miało być o zupełnie czymś innym, ale jakoś tak mi się sformułowało i tak już zostało.
To chyba wszystko co chciałam dzisiaj przekazać.
Niech moc czekolady będzie z wami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz